niedziela, 8 marca 2015

RECENZJA - KASACJA Remigiusz Mróz


RECENZJA #7 - KASACJA Remigiusz Mróz


Tytuł: Kasacja
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data Premiery: 18.02.2015
Ocena na Lubimy Czytać: 8//10
Ocena CathVanDerMorgan: 9,5/10



       Prawo bywa niesprawiedliwe. Śmiem twierdzić, że w naszej kochanej Polsce rzeczy urzędowe najlepiej ominąć szerokim łukiem, nie wspominając o tym, że niektóre sądowe sprawy mogą toczyć się latami. A i tak nie jest powiedziane, że zostaną zakończone, albo, że wyrok będzie sprawiedliwy.
Ja jestem dziewczyną z małego miasta, gdzie każda większa afera – czy to pogryzienie przez psa, czy wypadek samochodowy, czy zabójstwo – wszystko musi zostać obgadane od A do Z, przekręcone tysiące razy, a jak było naprawdę tego nie wie nikt. Nie znam się na prawie, chociaż skończyłam profil humanistyczny, a jednak nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Z życia po prostu wiem, że to co dzieje się w moim mieście to zaledwie kropla w morzu z tego, co moglibyśmy spotkać za murami Warszawy.

        I tak o to, proszę Państwa, proszę o powstanie. 
       Zupełnie niepostrzeżenie na zwykłym osiedlu na Mokotowie dochodzi do makabrycznego odkrycia – niejaki Piotr Langer, wkrótce oskarżony, siedzi przez dziesięć dni w swoim mieszkaniu. Wszystko byłoby okej, gdyby jego jedynym towarzystwem nie były dwa, zmasakrowane trupy. Nie jestem nawet sobie w stanie wyobrazić, jak wielkie zmiany mogły zajść w ciele, które brutalnie okaleczone przez dziesięć dni leżało na podłodze, ale mniejsza o to. Sprawa oczywiście trafia do prokuratury, która od razu wysuwa pochopne wnioski, a całą akcją ma się zająć jedna z lepszych kancelarii prawnych Żelazny & McVay, z siedzibą w samym centrum Warszawy.

       Młody aplikant Kordian Oryński, na pierwszy rzut oka totalny gamoń zostaje zatrudniony w charakterze można powiedzieć stażysty. Jak mu się udało wkręcić w tak solidną instytucję, jaką jest kancelaria Żelazny & McVay tego nie wiem. Jego patronką ma być dość stanowcza kobieta, obok której nie da się przejść obojętnie Joanna Chyłka. Między tą dwójką od razu bucha pewna nić porozumienia, rzekłabym tykające jak bomba seksualne napięcie, od pierwszego spotkania pałają do siebie tak cudowną sympatią jak, nie szukajmy dalekich porównań – pies z kotem. Ale mniejsza o to. Oczywiście zostają oddelegowani by zająć się obroną Piotra Langera, który zupełnie nie chce z nimi współpracować. Milczenie oskarżonego, brak dowodów, istne bagno, bez światełka w tunelu – oto idealny scenariusz na świetny thriller, okraszony wszystkimi niezbędnymi narzędziami, od którego nie da się oderwać.

       Taka właśnie jest ‘Kasacja’ Remigiusza Mroza, który z każdą kolejną powieścią zachwyca, wspina się coraz wyżej i wyżej, śmiem twierdzić, że poprzeczka została postawiona naprawdę wysoko. Mamy tutaj wszystko, co potrzeba, by historia została określona mianem epickiej – akcja pędzi jak szalona, od pierwszej strony jesteśmy wrzuceni w wir wydarzeń, które w tempie błyskawicy, posypują się niczym najlepsze, najstaranniej dopracowane domino. Masa szczegółów tylko podkręca atmosferę, intryga goni intrygę, zewsząd wieje groza i niebezpieczeństwo. Istną wisienką na torcie jest sam oskarżony, wyglądający jak psychopata, zachowujący się jak psychopata, nie przyznaje się do winy, ale też nie zaprzecza, że jest mordercą. Kto jest winny? Kto rozdaje karty? O co w tym wszystkim chodzi?

       Klimatem ‘Kasacja’ trochę przypominała mi ‘Millenium’ Larssona. Tak, może się skrzywicie przez to porównanie, bo przecież Mróz to młody człowiek. Jego narracja jednak jest lekka, swobodna, wywołująca uśmiech – wśród morza poważnych zdań odwołujących się do prawa i tak dalej znajdziecie nawet odniesienie do twórczości E.L. James! Tak więc mamy powieść prawniczą ale na wesoło. I chociaż Lizbeth Salander nikt nie pobije – bo ta kobieta jest jedyna w swoim rodzaju – to Joanna Chyłka dość pewnie depcze jej po piętach. To świetna postać, na której konstrukcję składa się wszystko co najlepsze – inteligencja, poczucie humoru, bystrość otwartego umysłu i seksapil buchający oparami z każdego zdania. Wcale się nie dziwię, że nasz młody aplikant Oryński jest nią onieśmielony. Stając z tą kobietą twarzą w twarz można by było nabawić się niezłych kompleksów. Chyłka jest bowiem bezwzględna, nie owija w bawełnę, jest zdeterminowana, a gdy coś nie idzie po jej myśli… cóż… lepiej uciekać jej spod szpilek! To urodzona przywódczyni, odgrywająca pierwsze skrzypce. Oryński to tylko tło, zaledwie maleńki dodatek, łatwy cel, któremu niewiele do szczęścia potrzeba, by uległ manipulacji. Wszystkie sceny kradnie mu Chyłka i wcale nie jestem tym zbytnio zawiedziona. Co innego Kormak, kolejny żołnierz na pokładzie Żelazny & McVay, spec od wszystkiego. Takiego człowieka zawsze warto mieć pod ręką – nieważne, czy właśnie zapchał ci się zlew, czy twój komputer został zawirusowany, czy może musisz włamać się do domu pogrzebowego, by ograbić zamożną nieboszczkę. Ten koleś, za niewielką kwotę, wszystko dla ciebie załatwi. Jest to też postać, która nadaje trochę humoru, dlatego zyskała moją sympatię. Z przyjemnością więc śledziłam wzloty i upadki naszego duetu. To postaci z krwi i kości, którym nie wszystko przychodzi szybko i łatwo. Muszą stawić czoła wielu przeciwnością, niejednokrotnie godzić się z porażką, a czasem nawet ledwo uchodzą z życiem.

       Jeśli chodzi o stronę techniczną, to tutaj chylę czoła. Dla mnie, laika nie znającego prawa, który często wpada w kłopoty jeśli chodzi o jakieś urzędowe sprawy, ‘Kasacja’ to prawdziwy majstersztyk, od podstaw solidnie zbudowana konstrukcja, w której nie ma ani jednego źle zmontowanego łącza. Wszystko tutaj ma ręce i nogi. Znajomość prawa i tych wszystkich dziwnych, aczkolwiek inteligentnie brzmiących nazw, zupełnie inny poziom od tego, co spotkacie w Sędzi Annie Marii Wesołowskiej. Studia więc nie poszły na marne, coś zostało z nich wyniesione! Czasami czułam, jakbym sama była obecna na sali sądowej obserwując wydarzenia nie jako czytelnik, ale jako jedna z bohaterek powieści. Na koniec chciałabym też zwrócić uwagę na kwestię graficzną – okładka, totalnie amerykański styl i gdyby nie nazwisko, można by było tę perełkę pomylić z jakimś zagranicznym dziełem. Bardzo podoba mi się grzbiet – nie poste czarne tło z napisem, ale jest miasto, są kolory, chociaż trochę smutnawe, jednak są. Po prostu coś się dzieje, a to przyciąga uwagę.

       Tak więc sięgajcie po ‘Kasację’ bo naprawdę warto. Wszelkie próby odmowy będą skierowane wprost do prokuratury, która rozpatrzy wasze przewinienie. Dziękuję za przeczytanie, na koniec odsyłam do filmowej wersji recenzji (wideo pod spotem), tymczasem zamykam rozprawę, sędzia Catherine van der Morgan.




środa, 4 marca 2015

Guillaume Musso - Ponieważ Cię kocham

 RECENZJA #6 - Guillaume Musso - Ponieważ Cię kocham



Tytuł: Ponieważ Cię kocham
Autor: Guillaume Musso
Wydawnictwo: Albatros
Data Premiery: 05.09.2014
Ocena na Lubimy Czytać: 7/8//10
Ocena CathVanDerMorgan: 8/10


Guillaume Musso to francuski powieściopisarz, cieszący się ogromną popularnością zarówno w swojej ojczyźnie, jak i w Polsce. Moje pierwsze, dość przypadkowe spotkanie z książką ‘Telefon od Anioła’ zapewniło autorowi stałe miejsce w moim czytelniczym sercu – postanowiłam, że każdą jego powieść kupię i przeczytam. Tego postanowienia uparcie się trzymam a ‘Ponieważ cię kocham’ to już siódma powieść Musso, którą dorwałam.

Niech nie zwiedzie was tytuł, bowiem ‘Ponieważ cię kocham’ nie jest nostalgiczną opowiastką o miłości a historią magiczną, pełną ślepych zaułków, zakrętów, które niczym pajęcza sieć prowadzą do końca i łączą się ze sobą w niezwykły sposób. To powieść pełna bólu i cierpienia, żalu i nienawiści, ale także miłości i przebaczenia. Musso porusza tematy najważniejszych aspektów ludzkiego człowieczeństwa – jak wiele jesteśmy w stanie wycierpieć, jak wiele jesteśmy w stanie wybaczyć?

Wyobraź sobie taką sytuację: idziesz przed siebie, wpatrujesz się w telefon, bo ktoś znajomy dodał posta na fejsie, nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że los właśnie śmieje Ci się głośno w twarz. Bo oto w sekundzie nieuwagi potrącasz kogoś ramieniem. Ta osoba jest kompletnym twoim przeciwieństwem. Mruczysz ‘przepraszam’ bo przecież to wypada powiedzieć i ruszasz dalej sądząc, że to tylko przypadek… wierz mi… koło przeznaczenia obróciło się w twoją stronę.

Właśnie w podobny sposób w pewną wigilijną noc splatają się ze sobą losy trojga ludzi, którzy wydawać by się mogło, nie mają ze sobą nic wspólnego. Żeby za dużo nie zdradzać powiem dosłownie delikatnie kilka słów na temat zarysu fabuły, żeby nie psuć wam zabawy.

Mark Hathaway kiedyś był świetnym psychologiem, rozchwytywanym niemalże przez całą Amerykę teraz jest jedynie wrakiem człowieka, cierpiącym po stracie dziecka. Jego pięcioletnia córeczka Layla w skutek nieuwagi opiekunki znika w tajemniczych okolicznościach. Mark dręczony własnym bólem, którego nie potrafi uciszyć wyprowadza się z domu. Porzuca swoją żonę, zrywa kontakt z najlepszym przyjacielem i rozpoczyna życie rozpijaczonego pustelnika.
Alyson Harrison, niespełna dwudziestojednoletnia córka ojca milionera, do tej pory żyjąca tylko i wyłącznie w świetle jupiterów. Jej nazwisko nie znika z pierwszych stron gazet, które krwią i po trupach wręcz są w stanie zabić o jakiś pikantny news z jej życia.
Natomiast Evie Harper, skrzywdzona przez życie nastolatka nie mogąc pogodzić ze śmiercią matki decyduje się na desperacki krok…

Wydaje się, że ta trójka nie może mieć ze sobą nic wspólnego, a jednak ich historie splatają się ze sobą, tworząc świetny, doprawiony nutką surrealizmu obraz, przez który czytelnikowi opada szczęka. Książka Musso podzielona jest na kilkadziesiąt rozdziałów, opowiadanych z perspektywy różnych bohaterów. Mamy tutaj masę retrospekcji, przeplatanych informacji, które z pozoru wyrwane z kontekstu tworzą kompletną, inteligentnie zbudowaną całość. Tempo książki nie pozwala na żadną chwilę przerwy, przez co czytelnik jest zmuszony by na jednym wydechu przeczytać tę pozycję od początku do końca. Autor bowiem jest mistrzem tworzenia swojego świata, potrafi totalnie banalną historię przemienić w coś pięknego, zapadającego głęboko w pamięć. Przeczytałam już większość jego książek i mogę też powiedzieć, że jego powieści opierają się na pewnego rodzaju schemacie, ale mnie osobiście to nie przeszkadza. Przyznam, że warsztatowo ‘Ponieważ Cię kocham’ pozostawia dużo do życzenia, nie spotkacie tutaj górnolotnych upiększeń i mega długich opisów. Czasami miałam wrażenie, że autor zbyt szybko przechodzi z tematu na temat, jakby bał się, że zapomni o czymś ważnym. Przez to powieść jest nieco krótsza, niż mogłaby być, ale wierzę, że Musso po prostu tak sobie zamierzył – by opowiedzieć swoją historię krótko i na temat, bez zbędnych słów i zapychaczy.

‘Ponieważ cię kocham’ bowiem jest jednym wielkim hołdem w stronę ludzkiej psychiki i tego jak wiele nasz system obronny jest w stanie przed nami ukryć, by serce nie pękło nam na pół? Człowiek nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo jest silny i jak cudowną sprawą jest nasza świadomość. Bez niej nie bylibyśmy nami. Musso wystawia swoje postaci na próbę, doskonale budując ich portrety psychologiczne w tle dramatycznych wydarzeń. Bawi się słowem, konstruując świetnie wykreowaną intrygę, cały czas zmuszając nas do myślenia. I wiecie co? Znam tego gościa już dość długo, ale w życiu nie wpadłabym na to, jak zakończy tę książkę! Istna wisienka na torcie! Totalnie zwalił mnie z nóg sprawiając, że zamiast płakać ze wzruszenia śmiałam się w głos z własnej głupoty! Tym samym ‘Ponieważ cię kocham’ to tuż po ‘Telefonie od Anioła’ czytelnicza rewelacja, którą serdecznie wam polecam, jeśli jeszcze nie mieliście do czynienia z tym autorem, a macie ochotę na powieść obyczajową z nutką adrenaliny. 


VIDEORECENZJA: