wtorek, 17 lipca 2018

Martyna Senator - Z nicości [recenzja książki]


''Nigdy nie jest za późno na drugą szansę...'



Tytuł:  Z nicości
Autor: Martyna Senator
Wydawnictwo: Czwarta Strona
MOJA OCENA: 9/10 *********

Poznaliśmy już opowieść Sary, a także jej przyjaciółki Kaśki. Teraz pora na Elzę, która w żaden sposób nie przypomina Królowej Lodu. Jednakże jej historia mrozi krew, sprawia, że człowiek czuje się przytłoczony. Oto przed Wami trzecia (i niestety ostatnia) część cudownej trylogii od Martyny Senator, czyli ‘Z nicości’.



Książkę rozpoczynamy z większą mocą, niż dwie poprzednie. Już w pierwszych słowach widzimy przerażenie Elzy, które prowadzi do tego, że ucieka do Krakowa. Kompletnie nic nie wiemy o tej bohaterce, nie wiemy o jej przeszłości, nie wiemy, kim jest. Autorka w bardzo tajemniczy sposób przedstawia nam całą jej kreację i będziemy musieli długo poczekać, nim Elza wyjawi nam swoją największą tajemnicę. Jedyne, co wiemy, to to, że jest bardzo wrażliwą dziewczyną, której największym marzeniem jest otworzyć internetowy sklep z ręcznie robionymi zabawkami dla dzieci. Przyznajcie, że jest to dość niezwykłe.

Już na początku swojej drogi Elza poznaje Kubę, który niczym rycerz na białym koniu oferuje jej podwózkę do Krakowa. Podczas drogi, jak możemy się domyśleć, coś się między nimi dzieje, a szczęśliwym zrządzeniem losu okazuje się, że ci dwoje będą się widzieć jeszcze częściej. Stają się bardzo dobrymi przyjaciółmi, których bagaże życiowe mogą czytelnika niesamowicie przytłoczyć, ale to sprawia, że książkę czyta się z zapartym tchem.

Martyna Senator ma to do siebie, że jej książki są niezwykle lekkie, pomimo mroku i często trudnych tematów, które niestety dzieją się na co dzień. Bardzo podoba mi się przeplatanie postaci pomiędzy poszczególnymi częściami tej niesamowitej trylogii, więc jeśli pamiętacie Sarę i Michała – głównych bohaterów ‘Z popiołów’ – spotkacie ich także tutaj. Mają co prawda mniejsze role, ale nadają całości o wiele ciekawszego kształtu.

Przeczytawszy dwie poprzednie książki, czyli ‘Z popiołów’ i ‘Z otchłani’ wiedziałam mniej więcej, czego się spodziewać, jednak nie spodziewałam się, że to właśnie ta trzecia część najbardziej do mnie przemówi i sprawi, że autentycznie zmroziło mi się serce. Jest taki moment w tej książce, moment kulminacyjny, gdzie dowiadujemy się czegoś więcej o Elzie – pojawia się bowiem ktoś z jej przeszłości – i ten moment, którego kompletnie się nie spodziewałam sprawił, że totalnie zabrakło mi tchu. Nie miałam pojęcia jak bohaterowie sobie poradzą i od tego momentu książkę pochłonęłam już na jednym wydechu.

Autorka w cudowny, pastelowy sposób pokazuje jak wielka jest siła miłości. Zwraca nam uwagę, że każdy z nas popełnia jakieś błędy, ale nie zawsze chce być oceniany na ich podstawie. Toż to jeden moment słabości nie świadczy o całym człowieku, a raczej o jego sile i tym, że mimo wszystko wstaje i próbuje żyć dalej i lepiej. Każdy z nas zasługuje na drugą szansę i o tym właśnie jest ta książka.

Jeżeli czytaliście poprzednie książki tej autorki, ‘Z nicości’ z pewnością chwyci Was za serce i sprawi, że zapragniecie więcej, chociaż to już ostatnia książka z tej serii – niesamowicie ubolewam nad tym faktem. Uczucia, jakie mi towarzyszyły podczas czytania były cudowne, właśnie takich emocji oczekuję za każdym razem, gdy czytam książkę, szczególnie z gatunku young adult. I bardzo cieszę się, że to historia spod pióra naszej polskiej autorki. Bardzo chętnie zobaczyłabym te książki w formie serialu dla młodzieży – może polscy producenci powinni zwrócić uwagę na te tytuły.

Była to niesamowita przygoda, za którą serdecznie dziękuję. Historia Elzy pozostanie ze mną jeszcze na długo, jako świadectwo drugiej szansy i niesamowitego uczucia, które połączyło naszych bohaterów.

za egzemplarz do recenzji dziękuję:

czwartek, 5 lipca 2018

Marta Radomska - Sprintem Do Marzeń


 Przez tę powieść leci się sprintem!





Tytuł:  Sprintem do Marzeń
Seria: Maraton do Szczęścia
Autor: Marta Radomska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
MOJA OCENA: 7/10 *******

Co zrobisz, gdy atrakcyjna sąsiadka zacznie flirtować z Twoim narzeczonym?

Ola szykuje się do startu w maratonie, jednak błogi odpoczynek po treningach zakłóca jej niekończący się remont w mieszkaniu piętro wyżej. Właśnie wprowadziła się do niego długonoga biegaczka, która nigdy nie miewa zadyszki, a w biegach długodystansowych jest równie dobra jak w podrywaniu nowych sąsiadów.
Ola i jej przyjaciółka Beatka patrzą na blondynkę z coraz większą irytacją, bo ich mężczyźni zupełnie tracą dla niej głowę. Gdy w trakcie spaceru pies-bies znajduje w bocznej alejce parku jej zwłoki, policja planuje przesłuchać wszystkich sąsiadów. Zwłaszcza tych, którzy akurat zapodziali gdzieś kuchenny nóż…
Po debiutanckim „Maratonie do szczęścia” Marta Radomska nie zwalnia tempa. „Sprintem do marzeń” to pełna humoru powieść, w której mieszają się krew, pot i łzy… ze śmiechu!


Jeśli lubicie zabawne powieści obyczajowe z elementem kryminalnym, to ta książka z pewnością Was zainteresuje. ‘Sprintem do marzeń’ to drugi tom cyklu ‘Maraton do szczęścia’, który rozpoczyna się powieścią o tym samym tytule.

Sięgając po tę książkę pogodziłam się z myślą, że nie czytałam części pierwszej, czego żałuję. Mimo wszystko jakoś udało mi się przeczytać tom drugi, bawiąc się przy tym równie doskonale, nie mając także problemu z odnalezieniem się w fabule, co już jest plusem. Można traktować tę historię jako osobną opowieść i nie trzeba lecieć do księgarni po pierwszy tom, skapnąwszy się, że nie zna się jego treści. Jak to mówią, nie wszystko stracona, bo nie przeszkadza to również, bym przeczytała pierwszy tom jako drugi, traktując go po prostu jako prequel.

Punkt pierwszy: KLIMAT

Aleksandra, Ola, Oleńka, to główna bohaterka całego cyklu. Ma trzydzieści lat, jest instruktorką fitness, bardzo dużo biega i to bieganie jest bardzo ważnym motywem dla całej powieści. Wiadomo, sport to zdrowie, ja bardzo żałuję, że czasami nie mam motywacji do bardziej ambitnych treningów i jedyny sport jaki uprawiam z prawdziwą namiętnością to czytanie książek. Bieganie jest mi zatem obce, bardziej wolę pływanie, rower czy zwiedzanie zamków (o ile można to nazwać sportem, ale w niektórych jest tyle schodów i wzniesień, że śmiało mogę to nazwać sportem), i naprawdę podziwiam ludzi, którzy z tak wielkim zapałem dbają o swoje zdrowie. Sport jest naprawdę bardzo ważnym elementem całego cyklu, już nawet patrząc na tytuły widać to ewidentnie. I fajnie, bo nadaje całości swojego klimatu.

Punkt drugi: BOHATEROWIE

Bohaterowie książki naprawdę bardzo dużo biegają i treningi są dla nich na porządku dziennym. Dla mnie jest to obce, że gdy na przykład się zdenerwuję to idę pobiegać. Dla mnie takim elementem na odstresowanie była po prostu jazda samochodem. Podobnie jak Lena w trylogii ‘Delirium’, czy Sam w ‘Fallen Crest’, Ola jest postacią, która konsekwentnie trenuje, jest w tym bardzo dobra i stara się zarażać tym innych, między innymi swoją przyjaciółkę Beatę, która raczej aż tak bardzo zajarana bieganiem nie jest. Ale wspiera Olę na tyle ile może, w przygotowaniach do maratonu, który Aleksandra postanowiła pokonać. 

Ola ma psa, amstafa o imieniu Dragon – wyczuwam tutaj delikatną inspirację Grą o Tron, ale mogę się mylić. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, żeby Daenerys biegała ze smokami, to byłby doprawdy zabawny widok. Dragon towarzyszy więc naszej bohaterce, wspiera ją i chroni i to mi się bardzo podoba, dlatego, że amstafy nie mają raczej dobrej opinii. Ludzie zazwyczaj się ich boją, a tutaj Dragon jest pokazany jako bardzo przyjazne zwierzę. Idylliczne życie i spokój zakłóca wprowadzenie się nowej sąsiadki, która nie dość że jest piękna i zgrabna, to jeszcze ma niejako związek z przeszłością narzeczonego Oli. Od pierwszej chwili nasza główna bohaterka nie jest zachwycona nową sąsiadką, bo nie dość, że namiętnie zaczyna remontować mieszkanie, to coraz bardziej powiększa się jej zażyłość z facetem Oli. Jak wiadomo zazdrość w związkach jest potrzebna, ale wkrótce Olę zaczyna ogarniać delikatna paranoja. Za nic w świecie nie pomaga również fakt, że podczas jednego z treningów, Dragon, Ola oraz Beatka znajdują zwłoki. I to nie byle kogo... Ale reszty Wam nie zdradzę! Musicie przeczytać sami. 

Oczywiście wydarzenie to uruchamia całą machinę wydarzeń, nie będę jednak zdradzać zbyt wiele o relacjach między bohaterami. I całe szczęście, że to morderstwo zostaje popełnione, bo do tego momentu książka niesamowicie mi się dłużyła. Nie mogłam się wkręcić, to całe bieganie to totalnie nie był mój klimat, z postaciami też nie mogłam się jakoś zgrać i to chyba mimo wszystko wina tego, że nie czytałam pierwszej części. Potem jednak coś się zmieniło i byłam bardzo ciekawa co będzie dalej. Chciałabym też powiedzieć, że intryga w książce mnie zaskoczyła, ale niestety nie, bo w momencie gdy pojawia się pewna postać od razu wiedziałam co jest grane. Swego czasu sporo kryminałów czytałam i tutaj autorka mnie nie wyprowadziła w pole.


Punkt trzeci: OPINIA

Jednakże książka porusza kilka ważnych kwestii. Na przykład to jak ważne jest zaufanie w związku, jak łatwo można kogoś skreślić, jak ludzie potrafią być okropni dla siebie i uprzedzeni. Autorka pokazuje też, że mądra przyszła teściowa to skarb, który naprawdę trzeba doceniać ( i zakopać bardzo głęboko, żeby nikt go nie znalazł, ha ha) i każdemu życzyłoby się takiej teściowej, jaką ma Ola. Książka jest zabawna i tutaj naprawdę doceniam cały element komediowy, tutaj poczułam prawdziwą więź z główną bohaterką, gdy próbowała podsłuchać pewną rozmowę przez otwór wentylacyjny w łazience. Wyobraziłam sobie tę scenę z Weroniką Książkiewicz w roli głównej. Po filmie ‘Planeta singli’ szczególnie lubię tę aktorkę i idealnie pasowałaby mi tutaj do kreacji Aleksandry.

Powieść czyta się lekko i tym tytułowym sprintem, bo jest napisana bardzo fajnym, prostym językiem. Nie jest to jedna z moich ulubionych powieści obyczajowych, ale z pewnością jest warta uwagi właśnie poprzez swój charakter, zabawne anegdoty i bohaterów, którzy mimo wszystko zapadają w pamięć. Jestem też ciekawa części pierwszej i mam nadzieję po nią sięgnąć.

Polecam tę książkę fanom powieści obyczajowych, którzy zmęczeni całym dniem pracy po prostu chcą się zrelaksować. Książka dobra na wakacyjne wyjazdy, czy jakieś leżanko na plaży. Naprawdę bardzo miło mi się ją czytało i chociaż mogłabym jej wytknąć parę błędów, chociażby to gdzie znajdowało się narzędzie zbrodni i mimo interwencji i rewizji policjanci go nie znaleźli, ale nie będziemy psuć lekkiego klimatu, jaki ta książka ma.

za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:


piątek, 20 kwietnia 2018

Powiało chłodem! 'Pierwszy Róg' - Richard Schwarz - Recenzja Książki


POWIAŁO CHŁODEM!




Tytuł: Pierwszy Róg
Seria: Tajemnice Askiru

Autor: Richard Schwarz
Wydawnictwo: Initium
MOJA OCENA: 8/10 ********




Wszystko ma swój początek w zasypanej śniegiem gospodzie w górach dalekiej Północy. Stary wojownik Havald, zmęczony życiem i wieczną walką, tajemnicza czarodziejka Leandra, niebezpieczny przywódca bandy łupieżców i mroczna elfka o szczególnych upodobaniach seksualnych. Każde szuka czegoś innego. Każde podąża w inną stronę. Kim są naprawdę? Dokąd zmierzają?
Żadne z nich nie wie, że głęboko pod gospodą krzyżują się prastare linie mocy. Kiedy siarczysty mróz i burza śnieżna odcinają podróżnych od świata, wybucha panika: krwawy mord wskazuje na to, że w pobliżu czai się bestia. Czy Havald i Leandra mogą komuś zaufać? Trop prowadzi do legendarnego
królestwa Askiru… 
Intensywna, gęsta atmosfera, znakomite dialogi i fenomenalnie wykreowani bohaterowie to tylko przedsmak monumentalnego eposu o walce z przepotężnym Imperium Thalaku. 




Wielka zima. Wszędzie śnieg, wiatr, ogólnie masakra. Daleka Północ. I niewielka gospoda, w której jest ciepło i przytulnie i można w niej znaleźć schronienie. Nic nie wskazuje na to, że wkrótce wydarzy się coś złego. Pewnego wieczora jednak na progu gospody staje tajemnicza kobieta, która jest elfem i ma tajemniczą misję do spełnienia. Tak splatają się losy jej i głównego bohatera powieści, Havalda, który jest już w średnim wieku, delikatnie zmęczony życiem. Spotkanie tej dwójki wywraca wszystko do góry nogami, a żeby tego było mało okazuje się, że gospoda skrywa o wiele więcej tajemnic niż się wydaje. Wkrótce nasi bohaterowie będą musieli stawić czoła złu.

‘Pierwszy Róg’ to pierwszy tom serii ‘Kroniki Askiru’. I choć opis z tyłu głosi, że jest to przede wszystkim powieść high fantasy według mnie nie zabraknie tu wątku szpiegowskiego, kryminalnego, a także odrobiny horroru. Wszystko za sprawą wielowątkowości i całej palety postaci, które wraz z kameralnym klimatem dusznej gospody tworzą fenomenalny klimat.

Jak to bywa z pierwszymi tomami ‘Pierwszy róg’ to wprowadzenie do całego świata, zapoznanie z bohaterami i z głównym problemem. Jest to debiut Richarda Schwarza, więc pierwsze co mnie uderza to wyniosłość tej powieści, powaga, dojrzałe pióro, i przede wszystkim spokój narracji. Początek rozgrywa się naprawdę w bardzo żółwim tempie, ale w żaden sposób nie jest to ujmą dla powieści. Autor w ten sposób buduje klimat i atmosferę, której naprawdę się nie zapomina – chłód zimy panującej w książce dosłownie czuje się na własnej skórze.

Wreszcie nie mamy bohatera, który jest nastolatkiem. Havald również jest dojrzałym starszym mężczyzną, który wojaże już dawno ma za sobą, lecz pojawienie się elfki budzi w nim na nowo wszystko to, co już myślał że przeżył. Budzi się między nimi więź, która jest naprawdę ciekawa, bo budzi przeróżne uczucia – od sympatii przez delikatne oburzenie. Kameralność powieści, ograniczenie do tylko jednego miejsca akcji to kolejny plus, bo po co podróżować po całym świecie, skoro można ograniczyć bohaterów, postawić im przed nosem ściany gospody, które kryją o wiele więcej niż wydaje się na pierwszy rzut oka?

Autor ma specyficzny styl i po raz kolejny podkreślam, że jest to debiut. Konsekwentnie podąża do przodu, stawiając postaci w coraz to nowych sytuacjach. Bo kiedy pojawia się pierwszy trup to wiadomo, że lekko nie będzie. Wraz z kolejnymi rozdziałami powieść nabiera tempa, co sprawia, że wciąga. Czytelnik pożera ją dosłownie na jeden haps. Tym bardziej, że Richard Schwarz na kartach swojej książki nie boi się niczego, i tak jak George R. R. Martin nie pozwala nam się przywiązywać do postaci – nim się obejrzysz pada kolejny trup.

Polecam tę książkę miłośnikom fantasy, a także tym, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w tym temacie. Zapewniam Was, że nie będziecie się nudzić, a gdy zamknięcie tę książkę będziecie się wiercić, wyczekując kolejnego tomu.

książkę przeczytałam dzięki:




czwartek, 5 kwietnia 2018

Mary E. Pearson - Fałszywy Pocałunek




Uciekła z własnego wesela... 





Tytuł: Fałszywy Pocałunek
Seria: Kroniki Ocalałych

Autor: Mary E. Pearson
Wydawnictwo: Initium
MOJA OCENA: 7/10 *******




Księżniczka Lia jest pierwszą córką domu Morrighan, królestwa przesiąkniętego tradycją, poczuciem obowiązku i opowieściami o minionym świecie. W dniu swojego ślubu ucieka, uchylając się od obowiązków - pragnie wyjść za mąż z miłości, a nie w celu zapewnienia sojuszu politycznego. Ścigana przez licznych łowców, znajduje schronienie w odległej wsi, gdzie rozpoczyna nowe życie. Gdy do wioski przybywa dwóch przystojnych nieznajomych, w Lii rozbudza się nadzieja. Nie wie, że jeden z nich jest odtrąconym księciem, a drugi to zabójca, który ma za zadanie ją zamordować. Wszędzie czai się podstęp. Lia jest bliska odkrycia niebezpiecznych tajemnic - i jednocześnie odkrywa, że się zakochuje.


żródło: instagram: @miastoatramentowychslow

Każda mała dziewczynka chce być księżniczką. Ona pewnie też chciała nią być, dopóki nie poznała ciemnej strony medalu, gdzie bycie księżniczką to nakazy i zakazy, a także z góry nałożone rozkazy ojca. Nie chciała wyjść za mąż za nieznajomego księcia, który nawet nie miał tyle przyzwoitości, by osobiście przyjechać i ją poznać. W jej wyobrażeniu był obleśnym mężczyzną z potężnym brzuchem i zamiłowaniem do alkoholu. Dlatego, sprzeciwiając się woli swojego ojca, króla, ucieka w dzień swojego wesela. Razem ze swoją przyjaciółką ukryją się w obcym mieście próbując wtopić się w tłum. Dla księżniczki Arabelli oznacza to wolność, której zawsze pragnęła. Ale jak to bywa w takich historiach podczas swojej podróży czegoś się nauczy, a także odkryje własną tożsamość.

‘Fałszywy pocałunek’ to młodzieżowa przygodówka z elementami fantasy, chociaż tego ostatniego jest tak niewiele, że niemal tego nie zauważamy. Autorka operuje narracją pierwszoosobową, przeplatając ją pomiędzy różnymi bohaterami, o których nie wiemy zbyt wiele. Księżniczka Arabella jest totalnym zaprzeczeniem, jeśli chodzi o dziecięce marzenia by nosić koronę i piękne suknie. Ona tego nie chce, więc ucieka. To definiuje ją jako silną postać kobiecą, totalnie niezależną od nikogo, która ma własne zdanie, a do tego jest odważna. Jej ucieczka oczywiście nie może przejść bez echa, dlatego w pogoń za nią ruszają dwie męskie postacie, o których zbyt dużo nie wiemy. Wiemy, że jeden z nich to książę, a drugi zabójca. W ten sposób autorka bawi się z nami, podsycając tę ciekawość kto jest kim, jednak ja dość szybko rozwikłałam tę zagadkę i to nie na zasadzie jakiejś dedukcji. W którymś momencie, nie wiem, czy to błąd autorki, czy tekstu, czy czegoś dopatrzyłam się pewnej wyraźnej wskazówki, więc to szybko popsuło mi zabawę w detektywa.

Książka ma 500 stron, ale dynamizm akcji to jej najsłabsza strona. Są momenty, które czyta się z zapartym tchem, jednakże są rozdziały – szczególnie, gdy Arabella staje się jeńcem, które bardzo się dłużą i ta cała jej podróż jest troszkę na siłę rozwlekana. Poza tym są w tej książce ciekawe elementy, takie jak wspomniana wcześniej magia, która pewnie w kolejnych tomach nabiera o wiele większego kształtu. ‘Fałszywy pocałunek’ to pierwszy tom trylogii, więc pozostaje mi się jedynie domyślać, co może rozegrać się w dalszych rozdziałach tej historii. Czyta się ją lekko i szybko, pomimo tych 500 stron. Ma to swoje plusy, bo lektura definitywnie wciąga w swój świat i wojnę pomiędzy trzema królestwami.

Mamy tutaj także trójkąt miłosny, który też jest ciekawy, bo nie wiemy do końca kto jest kim. Jednakże dla mnie było za mało interakcji między bohaterami, żeby wyczuć tą chemię między nimi. Coś się dzieje, ale jest to zaledwie zalążek, chociaż definitywnie jest powiedziane, że Arabella pragnie miłości. Jest też kilka postaci w tej książce, które szczególnie mnie zaciekawiły, a ich role nie do końca zostały wykorzystane. I tutaj znowu obstawiam, że w kolejnych tomach również się z nimi spotkamy.



‘Fałszywy pocałunek’ to wstęp do całkiem fajnej historii, autorka wprowadza nas w swój świat, przedstawia bohaterów i potrafi tym zaciekawić. Fajnymi elementami są fragmenty pieśni umieszczone przed niektórymi rozdziałami. To takie trochę proroctwo, które ja w tego typu powieściach bardzo lubię. W kolejnych tomach chciałabym żeby było trochę więcej akcji i więcej magii. Na pewno, jeśli drugi tom się ukaże to po niego sięgnę.

O tej powieści słyszałam już kilka lat temu na kanale Sascy Alsberg. Ona bardzo zachwycała się tą książką i nawet chciałam ją kupić po angielsku, bo bardzo byłam jej ciekawa i bardzo podobała mi się okładka. Nasza również nie jest zła, całe wydanie prezentuje się bardzo ładnie, a ja lubię, jak książka ma nie tylko ładną okładkę, ale także grzbiet.

Podsumowując ‘Fałszywy pocałunek’ na pewno spodoba się dziewczętom, bo mamy tutaj księżniczkę i dwóch adoratorów, a to już jest samo w sobie przyciągające. Do tego pióro autorki jest bardzo przyjemne w odbiorze, szczególnie pod koniec książki są dwie sceny, które na pewno Was poruszą. Starym wyjadaczom fantasy raczej odradzam, aczkolwiek kto wie?

za możliwość przeczytania książki dziękuję:





wtorek, 20 marca 2018

Jej Wysokość, P [recenzja książki]


KIEDY PATRZYSZ NA WSZYSTKICH Z GÓRY...




Tytuł: Jej Wysokość P.
Autor: Joanne MACGREGOR
Wydawnictwo: Kobiece - Young
MOJA OCENA: 8/10 ********


Zabawna i romantyczna historia, która poruszy serce każdego, kto kiedykolwiek czuł się inny.
Siedemnastoletnia Peyton jest naprawdę wysoką nastolatką. Dziewczyna ma 180 cm wzrostu, co uniemożliwia jej skuteczne wtopienie się w tłum i sprawia, że jest ciągle obiektem docinek i kpin. Codzienne życie utrudnia też wielki rodzinny sekret, który pogrzebał jej szanse na normalne dorastanie.
Zdeterminowana, aby zmienić swoje życie, decyduje się na przyjęcie zakładu. Jeżeli pójdzie na trzy randki i bal maturalny z kimś wyższym od siebie, wygra 800$, dzięki którym wyrwie się ze swojego koszmaru. Problem jej dość spory, bo na liście kandydatów znajduje się tylko pięć nazwisk, a chłopak, który wpadł jej w oko, umawia się z dziewczyną dużo niższą od Peyton…



       Poznajcie Payton. Na pewno ją zauważycie, bo jest bardzo wysoka, wysoka jak na dziewczynę. Przez to nosi przykrótkie ciuchy, albo workowate i z pewnością te z działu męskiego. Czasami nie mieści się również w sklepie, szczególnie jeśli coś zwisa z sufitu. Na wszystkich patrzy z góry, bywa epicentrum głupich i mało śmiesznych żartów. W szkole nie ma też za wielu facetów, którzy byliby od niej wyżsi. Pewnego dnia zakłada się, że pocałuje takiego wysokiego przystojniaka, który będzie musiał się nachylić, żeby to zrobić. Stawka jest wysoka. Czy jej się powiedzie? W końcu jak długa może być lista chłopców mierzących sto dziewięćdziesiąt dwa centymetry wzrostu?

''Dużo mniej przejmowałabyś się tym, co ludzie o tobie myślą, gdybyś tylko wiedziała, jak rzadko to robią.''


       ‘Jej wysokość, P’ to książka idealna na oderwanie się od rzeczywistości. Rozrywkowa, dowcipna, a przy tym też bardzo inteligentna. Strasznie podoba mi się ta gra słów, jeśli chodzi o tytuł książki, bo z monarchią ma naprawdę mało wspólnego. Payton to postać, której imię nie do końca mi się podoba, ale to nie jest jakby kategoria, która miałaby położyć tę książkę na łopatki… więc Payton to postać, z którą człowiek od razu się utożsamia. Bo przecież to niekoniecznie musi być wzrost (w jej przypadku metr osiemdziesiąt cztery), ale jakaś inna ułomność, która nam przeszkadza, przez którą mamy kompleksy. Na przykład za duży nos, więc tak jakby od samego początku gdzieś tam się zżyłam z tą postacią, bo ja też mam w swoim ciele coś, co inni zauważają od razu i często bywa to obiektem wielu komentarzy. Nauczyłam się z tym żyć, wiadomo, ale gdzieś tam na dnie świadomości jednak mi to przeszkadza.

       Książka jest troszkę przewidywalna i schematyczna, bo w końcu zdajemy sobie sprawę z tego, że ten zakład nie przyniesie wcale za dużo dobrego. Że przyjmując go, Payton podpisuje na siebie jakiś tam wyrok i nie wszystko pójdzie tak, jakby tego chciała. Wiemy też, że Jay Young to nie przypadkowy koleś, który akurat się napatoczył, tylko postać, która odegra większą rolę w całej książce. My to wszystko wiemy, ale to i tak nie ujmuje nam przyjemności czytania. Książka wciąga i jest przy tym dowcipna, a dla mnie to idealne połączenie. Szczególnie, gdy na horyzoncie pojawiają się inne wątki, które dodają temu wszystkiemu więcej kolorów, to te schematy nie rzucają się aż tak bardzo w oczy, a książka może być inspiracją dla czytelników.

       Fajne jest to, że Payton nie załamuje się, jeśli chodzi o te złośliwe komentarze. W końcu dojrzewa do pewnych decyzji i odkrywa, że to wcale nie musi być ułomność, a coś, co można kreatywnie wykorzystać. Znajduje pewną rzecz, która stanie się dla niej nie tylko narzędziem, ale także inspiracją do tego, co chciałaby robić w życiu. I tutaj autorka pokazuje, że nie musimy stale załamywać rąk, a wykorzystywać nasze ‘wady’ i zamieniać je w zalety. W książce oprócz fajnego języka, takiego lekkiego i młodzieżowego znajdziemy wiele odniesień do współczesnej popkultury, co dodaje książce takiego totalnie lajtowego klimatu i czułam się tutaj kompletnie jak w domu. Lekkość tej książki bardzo dobrze sprawdziła mi się w kolejce do lekarza. Podczas, gdy inni się niecierpliwili, kiedy ten pan w niebieskim fartuchu w końcu się pojawi, ja się świetnie bawiłam.

za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:





środa, 7 marca 2018

PREMIEROWO: Córki Smoka - William Andrews - MÓJ PATRONAT



Tytuł: Córki Smoka
Autor: William Andrews
Wydawnictwo: Niezwykłe
MOJA OCENA: 10/10 **********

Mam na imię Anna. Jestem z pochodzenia Koreanką, jednak adoptowali mnie Amerykanie. Kocham moich adopcyjnych rodziców, dlatego po śmierci mamy oboje z tatą nie możemy się pozbierać. Wtedy wyznaczam sobie cel: chcę poznać moją biologiczną matkę. Wybieram się do Korei, do sierocińca, z którego mnie zabrano. Tam niestety mówią mi, że moja matka zmarła przy porodzie. Jestem zdruzgotana, poczucie samotności jeszcze nigdy nie było tak silne. Już mam zamiar wrócić do domu, gdy na mojej drodze staje starsza kobieta. Wciska mi do ręki pewne zawiniątko prosząc o spotkanie, bo okazuje się, że znała moją biologiczną matkę. Pełna strachu, choć wiedziona ciekawością udaję się pod wskazany adres, by tam poznać losy mojej rodziny. Kobieta okazuje się pewną ważną dla mnie postacią, a stara pamiątka, którą od niej otrzymuję posiada niezwykły dar, ale była także świadkiem niezłomności wielu kobiet…



William Andrews do napisania tej historii został zainspirowany przez swoją córkę, która urodziła się w Korei i to właśnie ona przybliżyła mu historię tego kraju. To też kolejna powieść spod skrzydeł Wydawnictwa NieZwykłe, która z pozoru zwykła, okazuje się być tą niezwykłą.

Myślałam, że to będzie zwykła książka opowiadająca o drodze do poznania swojej biologicznej matki, ale autor zabiera czytelnika w o wiele ciekawszą podróż opartą na pewnym zapomnianym wydarzeniu z historii, które jest dla książki fantastycznym tłem. I choć zaledwie jest to pewnego rodzaju interpretacja wydarzeń tamtych lat, nie zapominajmy, że William Andrews to pisarz, a nie historyk, starał się bardzo wiernie oddać klimat tamtej Korei. I mimo, że próbował pisać pewne sceny z należytym szacunkiem i jak najmniej brutalnie, w trakcie czytania tej powieści wielokrotnie zadrży Wasze serce.

Z początku współcześnie śledzimy losy Anny pragnącej poznać biologiczną matkę, wkrótce jak za pomocą czarodziejskiej różdżki przeniesiemy się do lat czterdziestych ubiegłego wieku do Korei. Młodziutka dziewczynka Jae-hee w wieku 13 lat zamiast do fabryki butów gdzie miała rozpocząć pracę, trafia do strefy komfortu, by być kobietą do towarzystwa dla japońskich żołnierzy i oficerów. W paskudnych warunkach, zupełnie nieświadomie przyjdzie jej pożegnać się z niewinnością a nawet przeżyć śmierć najbliższej osoby. Doświadcza wielu upokorzeń, gwałtów, rękoczynów, biedy, ubóstwa, strachu, lecz mimo tego nie poddaje się w tym, by przeżyć. Nigdy nie zapomni tego, co widziały jej oczy, a jej ciało nigdy nie zapomni tego, co czuło.



Jest to mocna książka oparta na opowieściach, dokumentach oraz faktach. Ten szokujący obraz okrucieństwa mężczyzn kontrastuje z niewinnością i strachem dla tamtych kobiet. Andrews nie oszczędzi realistycznych obrazów gwałtu, poniżania a nawet samobójstwa. Ta książka to hołd autora dla dwustu tysięcy niewolnic seksualnych Cesarskiej Armii Japonii. Historia z kart ‘Córek Smoka’ na długo zostanie mi w pamięci. Na zmianę czułam ból, złość i nienawiść. Zdecydowanie nie jest to książka dla młodszych odbiorców. Po drugiej stronie szali mamy również polityczny obraz Korei, w której mogłoby dzisiaj być inaczej, gdyby nie to że przez lata była kaleczona i okupowana przez Japonię i Rosję. Na całym kraju odcisnęło to piętno, którego echa widzimy po dziś dzień.

Postać Jae-hee trzyma mocno przy sobie. Jej rysy są stworzone z krwi i kości, mamy pełny obraz nieświadomej niczego dziewczynki, która bardzo szybko musi dorosnąć. Jej odwaga to świetny dowód na to, że dużo rzeczy zależy od naszej psychiki. Czasem możemy znaleźć się w sytuacji bez wyjścia i tylko od nas zależy, czy przetrwamy, czy nie.

William Andrews wprowadza także ciekawy element starej pamiątki rodzinnej, którą Anna otrzymuje od tajemniczej staruszki. To grzebień z pięciopalczastym smokiem i jak możecie się domyślić okaże się on cudownym fabularnym twistem. Takim dodatkowym smaczkiem scalającym całą historię. A autor opisał to wszystko tak bardzo realistycznie, że człowiek siada przed laptopem i niczym na klawiaturze piana próbuje wyklikać o co tu tak naprawdę chodzi.

I muszę też wspomnieć o zakończeniu, które jest cudownym zwieńczeniem całej opowieści i spleceniem losów tych dwóch tak bardzo kontrastujących ze sobą kobiet. Udowadniają obie, że mają w sobie ducha walki, a pięciopalczasty smok w ich rękach może być bezpieczny.

Polecam tę książkę bardzo serdecznie, zarówno fanom historycznego tła dla ciekawej fabuły, jak i czytelnikom, którzy pragną doświadczyć w swoim czytelniczym życiu czegoś więcej. Ta książka zasługuje na najwyższą ocenę i nie omieszkam się osobiście napisać do autora :D

za egzemplarz do recenzji i za możliwość (i zaszczyt) Patronowania tej powieści dziękuję 
Wydawnictwu Niezwykłe



wtorek, 6 marca 2018

E. Lockhart - KŁAMCZUCHA




Tytuł: Kłamczucha
Autor: E. Lockhart
Wydawnictwo: Czwarta Strona
MOJA OCENA: 7/10 *******


Przedstawiam Wam książkę niezwykłą. Książkę, która wzbudzała podzielone opinie jeszcze przed premierą. Oto przed Wami ‘Kłamczucha’

Imogen zaginęła. Nie daje znaku życia, ale przecież nie raz tak się zdarzało, że znikała gdzieś na kilka tygodni, by odnaleźć się na przykład w Portoryko. Z tyloma zerami na koncie przecież może prowadzić cudowne życie i tak naprawdę o nic się nie musi martwić. Jule jednak się bardzo martwi, ponieważ Imogen to jej najlepsza przyjaciółka. Są do siebie bardzo podobne, ludzie niemal ich mylą, rozumieją się niemalże bez słów, Jule nigdy nie czuła z nikim takiej więzi jak właśnie z Imogen. Jule jest mistrzynią, jeśli chodzi o kłamanie. Może być kim chce i przybierać postać jaką chce. Jest tajemnicza, skryta, silna i sprytna.
Jak to się stało, że dziewczyny w ogóle się zaprzyjaźniły i do czego tak naprawdę doprowadzi ich przyjaźń?

‘Kłamczucha’ to powieść inna. Nietuzinkowa i bardzo ciekawie skonstruowana. I pewnie już o tym wiecie, że inność tej powieści to odwrócona chronologia wydarzeń. Akcja toczy się od tyłu, a my po nitce do kłębka, puzzel po puzzlu, docieramy do początku tej opowieści. Rozdziały się cofają, akcja się cofa. Na początku jesteśmy tym przytłoczeni, ledwo rozumiemy co się dzieje, ale później nagle coś zaskakuje i już wiemy na czym polega mechanizm narracji. Choć przez kilka pierwszych rozdziałów totalnie nie mogłam się wciągnąć, w którymś momencie naprawdę chciałam wiedzieć, jak to wszystko się zaczęło. Z początku niewinna obyczajówka wkrótce przerodzi się w dreszczyk emocji, gdy zorientujemy się, że oto mamy przed sobą młodzieżowy kryminał połączony z delikatną nutką thrillera.

Jeśli chcecie znać moje zdanie, to mam co do tej historii mieszane uczucia. Z jednej strony mimo wszystko mnie wciągnęła, a z drugiej strony zgadzam się, że ma w sobie kilka dość konkretnych błędów logicznych. Dużo osób zarzuca jej, że jest przewidywalna i że tego głównego plottwistu można się bardzo szybko domyślić, ale myślę, że to nie jest główny cel powieści. Ja także domyśliłam się, co mogło się stać już bardzo bardzo wcześnie. Ale dla mnie ważniejszym pytaniem było: jak w ogóle do tego doszło. ‘Kłamczucha’ skupia się na psychologii głównej bohaterki Jule. I myślę, że to był główny cel: nie ujawnienie tego plottwistu, ale portret psychologiczny, a doskonale też wiemy, że Jule West Williams to postać tajemnicza, choć bardzo chętnie opowiada o sobie. Jule chodziła do Stanford, straciła rodziców w okropnym wypadku, ma blond włosy, uważa, że najlepszym sposobem by nie mieć złamanego serca to udawać, że w ogóle go nie ma. Jak to się stało, że znalazła się w meksykańskim kurorcie?

I ja osobiście uważam, że dobra powieść to taka, która wzbudza emocje. A ‘Kłamczucha’ definitywnie podzieliła blogosferę.
Pióro pani Lockhart miałam już okazję poznać w innej jej powieści: ,Byliśmy Łgarzami’. Tam zaskoczyło mnie, że w lekki sposób także można oddać codzienność i przedstawić świat powieści. Podobnie ‘Kłamczucha’ jest napisana w sposób lekki, pozbawiony przydługich opisów, czy literackich ozdobników. To opowieść o młodej dziewczynie, która bawi się życiem, kupuje kosmetyki, czy uprawia sport. Więc w zasadzie w samym stylu pisania E. Lockhart nie ma nic ciekawego. Znacznie ciekawsza jest budowa powieści.

E. Lockhart porusza ciekawy temat i nieważne jak ta książka mogłaby być nudna, opowiada o czymś, co jest bardzo istotne i niestety się zdarza. Każdy z nas przywdziewa maski, potrafi dostosować się do danego otoczenia. Często poznając kogoś i próbując mu zaimponować, tracimy siebie. Tak naprawdę każdy człowiek ma wiele osobowości. Zupełnie inni jesteśmy siedząc przy stole z rodziną podczas świąt, inaczej w klubie ze znajomymi, inaczej w sytuacji sam na sam z chłopakiem, inaczej w szkole, gdzie bardzo często nie mówimy tego o czym myślimy, bojąc się być wyśmianym.

Ogólnie podsumowując ‘Kłamczucha’ jest napisana troszkę inaczej niż ‘Byliśmy Łgarzami’. Tam mieliśmy więcej tego poetyckiego języka, tutaj narracja jest znacznie prostsza, a czytelnicy są podzieleni na dwie grupy. Do której należę ja?

‘Kłamczucha’ to powieść, która zdecydowanie zapadnie mi w pamięć. Mimo, że domyśliłam się kilku rzeczy to i tak moment kulminacyjny wywarł na mnie wrażenie i coś przewróciło mi się w żołądku. Ta scena jest tak świetnie opisana, tak realnie, że serio nogi mi zdrętwiały. Nie uważam, że zmarnowałam czas na tę książkę, bardzo się cieszę, że mogłam doświadczyć czegoś, co podzieliło aż tylu czytelników. I mimo, że tej powieści zarzucane są różne rzeczy wiem, że nie przejdzie bez echa, bo tak czy siak ciekawscy po nią sięgną. 

za egzemplarz do recenzji dziękuję: